Wywiad DOS DEDOS nr. 13

Pytania: Boogie Man – Maciek Kowalczyk


–  Skąd nazwa?

  • To proste- wzięła się niejako z ulicy.  Znasz to miasto i jego mury. Myślę, że była jak najbardziej odpowiednia w miejscu naszego pochodzenia, w klimacie w którym powstaliśmy. To jest Łódź. W tym słowie mieści się bardzo wiele. Jest w nim cała atmosfera wokół mnie i moich kolegów, wokół naszych pomysłów, wokół tego, co robimy. Oprócz tego jest dosadna, jest do rzeczy. Jest zarazem znakiem, hasłem i deklaracją. Zawiera w sobie cały ten stygmat wyobcowania. Jest napiętnowaniem. Dla mnie to bardzo ważne.W tym kraju ma negatywne znaczenie, jest rodzajem jakiegoś przekleństwa, więc jest to wzięcie na siebie takiego odium. Nie boje się tego.

–  Czy mieliście jakieś problemy w związku z tą nazwą?

  • Nie było jakiś cenzuralnych problemów, nie było też nacisków abyśmy ją zmienili. Mieliśmy za to duże kłopoty z organizatorami koncertów, którzy mówili, że zespół z taką nazwą bardzo trudno reklamować. Ludzie w mediach próbowali inaczej ją wymawiać. Gdy graliśmy w Warszawie w Centrum Sztuki Współczesnej i materiał o nas ukazał się w południowym wydaniu Wiadomości TVP 1, podobno także w Teleexpresie, wymawiali tam naszą nazwę “dżudi” – jak “Hey Jude” The Beatles. Śmieszne. Ludzie się obawiali się tego hasła. Nie było cenzury jakichś wyższych instancji. Ludzie sami stosowali wobec siebie jakąś auto cenzurę. Bali się publicznie wymawiać tą nazwę, mówić publicznie że istnieje taki zespół. Obawiali się pisać, że zespół o takiej nazwie wystąpi tu, czy tam. Wiesz, cały tan zestaw zachowań, który można by nazwać jako strach a priori. Strach o istnienie programu, strach o dobro audycji, aby lepiej nie prowokować itd. Znasz dobrze ten stary greps: “ja nie mam nic przeciwko, wcale. Ale wiesz, szef i w ogóle…”

– Czy zmienilibyście nazwę dla dobrego kontraktu?

  • Nie sądzę. Tym bardziej, że nie otrzymujemy takich propozycji. Trudno mi powiedzieć, nie jestem kimś takim jak wielu ludzi, którzy mówią od samego początku, że nikomu się sprzedadzą. Życie, sytuacje, nowe wyzwania nie pozwalają mi powiedzieć jak się zachowam, lub jak zareaguję. I tak nie słychać o żadnych ofertach. Nasza nazwa jest w porządku. Myślę, że nie zmienimy tej nazwy. To pewne.

– Co to znaczy sprzedać się?

  • Nie tak łatwo odpowiedzieć w jednym zdaniu. Jest to działanie pod czyjeś dyktando, za pieniądze, na które byśmy się połasili…

– Za ile byłbyś skłonny oddać się pod dyktando.

  • Pod dyktando- wcale nie mam ochoty…Za ile? Tego nie wiem i nie powiem. Są różne rodzaje sprzedania się. Niektórzy robią to tak, że to oni wychodzą na tym z największą korzyścią. Nie tracą wiele ze swojej niezależności, jednak to bardzo rzadki przypadek. Zazwyczaj jakiekolwiek układy z dużymi wytwórniami odcinają artystę od jego publiczności. Tworzą między nimi jakieś granice. Zaczynasz tracić kontrolę nad swoją twórczością, jej promocją. W sumie są to ważne sprawy. Jest trochę ludzi, którzy dają sobie z tym radę. Nie mniej jednak te mechanizmy działają w ten sposób, że im więcej masz pieniędzy, tym mniejszy masz kontakt z tymi, którzy tych pieniędzy nie mają. To jest dość proste. Jedyna rzeczą jaką kiedykolwiek podpisywałem w imieniu mojego zespołu, był kontrakt z amerykańskim producentem i dotyczył dwóch utworów na kompilację, która w ukazała się w USA. Mówiłeś o dobrym kontrakcie. Chętnie przeczytałbym coś takiego, wokół słychać tylko o oszustwach. Wygląda to tak, że nikt nam nic dotąd nie proponował. Ta kwestia jest trochę wyimaginowana.

– Mówiłeś wcześniej, że jednym z powodów, dla których powstał Jude była działalność twoja i twoich znajomych. W Łodzi jesteś znany z aktywności na tym terenie. Opisz jak zaczęła się u Ciebie cała zajawka na te klimaty?

  • Jeśli chodzi o punk to znalazłem to kiedy miałem koło dziesięciu lat. To było na samym początku lat osiemdziesiątych, kiedy usłyszałem słowo punk. Teraz mam dwadzieścia dziewięć lat. To był osiemdziesiąty pierwszy, czy drugi rok. Samo słowo punk wystarczyło, żeby prowokować i wzburzać. Nie tylko ludzi starszych, czy rodziców. Nienawidzili cię również twoi rówieśnicy. Zresztą dla mnie to nigdy nie był bunt pokoleniowy. To w ogóle nie był bunt. Dla mnie to było odnalezienie sobie miejsca w tym całym szajsie wokół i przede wszystkim wywalczenie sobie tego miejsca. Bo bez walki nie było mowy o życiu tutaj. Od tego czasu zaczęła się moja fascynacja tym wszystkim. Na początku to było tylko kolekcjonowanie nowych nazw zespołów, żadnego punktu oparcia w tej rzeczywistości wokół, negacja. Trzeba więc było ją sobie kreować, wynajdywać i niejako importować z zachodu. Znacznie później poznałem innych załogantów z miasta.. Pod koniec osiemdziesiątych zaczęliśmy robić koncerty WUNDER WAVE, były to pierwsze łódzkie koncerty niezależne. Ich organizatorzy i publiczność były z jednego klimatu. Z jednej załogi. Wcześniej było to po prostu niemożliwe. Nie mieliśmy żadnych szans na działalność kulturalną. Oczywiście jakoś to wszystko pielęgnowaliśmy.Kontakty, wymiana, komunikacja, oczywiście setki innych incydentów na granicy komedii, groteski ale także kryminału. Trudno opisywać mi te wszystkie sytuacje. Kiedy w osiemdziesiątym dziewiątym zacząłem wydawać swoje pismo ZYGOMA -to był dopiero moment, w którym można było odbić się od dna inercji tamtych czasów. W punkcie ksero już nie kontrolowano tego, co sobie odbijasz. Nikt cię nie prześladował, za to co robiłeś. Można się było postarać, o to, aby nie było z tym problemów. Zaczęło się to rozwijać. Organizowałem koncerty WUNDER WAVE z moim kumplem Lolitą i z innymi osobami z Łodzi. Staraliśmy się integrować tę scenę. Ona się rozwinęła do niebotycznych rozmiarów tak, że w Łodzi w pewnym momencie było kilkuset punx, którzy byli bardzo silną załogą i potrafili razem zdziałać bardzo wiele. Trzymali się razem i byli bardzo zintegrowaną załogą. Przyjeżdzały do nas kapele z całego świata. Robiliśmy im koncerty, wspólnie wyjeżdżaliśmy do na koncerty gdzie indziej. Zaczęliśmy podróźować do Berlina. Pewne punkty w tym mieście stały się wkrótce koloniami łódzkich punx, wyjeżdżali tam jak na wczasy.

– Czy sądzisz, że wpłynąłeś na ten ruch?

  • Być może. Nie byłem jednak sam. Myślę, że ja i wiele jeszcze innych osób wpłynęło na tę rzeczywistość. Był to okres, w którym jednostki, a było ich oprócz mnie jeszcze parę, mogły wpłynąć na innych. Młodzi w zespół ze starszymi integrowali się i tworzyli naprawdę dużą siłę. Nie tylko jeśli chodzi o rozgrywki fizyczne na mieście, chociaż to także miało duże znaczenie. Bycie punk miało wiele z walki, trzeba było bronić tego swojego status quo. Gdybyśmy się nie bronili, zmiażdżyliby nas wąsaci.

– Czy w takim razie w obecnym stanie, w którym młodzież nastawiona jest bardzo konformistycznie do życia, gdzie kasa rządzi wszystkim nadal jesteś w stanie coś zdziałać?

  • Tak, myślę, że jest jeszcze miejsce dla tych, którzy coś robią i próbują jakoś wpływać na tę rzeczywistość, bo jednak jest wciąż wielu ludzi, którzy w swojej codziennej konsumpcji- każdy z nas w jakiś sposób jest konsumentem- potrafią jakoś znależć tę lukę, niszę w której można się rozwijać. To się objawia w bardzo różny sposób i trudno jest mi to klasyfikować ale myślę, że ma to nadal sens. Mam trzy numery mojego pisma, które nadal działa, ale nazywa się teraz PLUS ULTRA. Oprócz tego współpracuję z ludźmi, którzy organizują punk koncerty w Łodzi. Moi koledzy prowadzą niezależne dystrybucje, importują tutaj i rozpowszechniają dobrą muzykę. Nadal istnieje WUNDER WAVE. Teraz jako agencja koncertowa, która organizuje trasy koncertowe po całej Polsce i są to trasy naprawdę dobrych actów z Ameryki i Europy. Dobre zespoły hardcore, punk, nawet industrial. Przyjazdy do Polski artystów jak Diamanda Galas, czy Lydia Lunch były organizowane przez WUNDER WAVE. Myślę, że ma to sens. Jest ciągle grupa ludzi, dla których na to znaczenie, mimo że wokół zmieniło że się bardzo wiele. Jest teraz w Łodzi klub taki jak C4, o którym kiedyś mogliśmy tylko pomarzyć. C4 jest całkowicie niezależny, bez chorych układów z jakimś kierownikiem, chamów na bramce itd. Wszystkie wcześniejsze imprezy w gruncie rzeczy były gościnne. Wynajmowaliśmy salę w jakichś klubach, domach kultury. Zdarzały się koncerty w sali kinowej, w teatrze przykościelnym.

– Co ksiądz na to?

  • Nie było go. Nie było nikogo w tej plebani. W pewnym momencie do pakamery zespołu wkroczyła jakaś babcia z rodziny różańcowej, zabrała piwa i wylała je, powiedziała, że nie będą robić burdelu z kościoła. Inny gość był w takiej nieważkości, że zdjął nachy i odlał się pod ścianą. Wesoło.

– Jak sądzisz, stonowałeś trochę z wiekiem?

  • Nie za bardzo. Myślę, że dziś objawia się to trochę inaczej. Upływ czasu bardziej mnie utwierdza w moim przekonaniu  absolutnej negatywizacji rzeczywistości. Nie ma się co oszukiwać, czasy wymagają naprawdę bardzo mocnej odpowiedzi, bardzo radykalnej. W sumie kontynuuję wiele z tej działalności, o której mówiłem wcześniej. Robię to trochę w inny sposób. Mam swój zespół, mam swoją gazetę. Moje działania nakierowane są teraz na ekspozycję, ekspresję. Razem z moimi kolegami z grupy tworzymy bardzo zwarty trzon, który eksponuje się poprzez bardzo głośną, bardzo ciężką muzykę. Treści, które są z nią związane odbiegają niejednokrotnie od idei prezentowanych na  scenie hardcore-punk i  nie jesteśmy tu za bardzo lubiani. Jesteśmy out of step. Jesteśmy czarną owcą w tym wszystkim. Mimo tego, jesteśmy częścią tej sceny.

– Jak określiłbys to co gracie?

  • Nie zastanawiam się nad tym, w sumie w muzyce większość określeń jak punk czy techno nie ma już prawie zadnego znaczącego znaczenia. To samo można powiedzieć o słowie industrial. Gramy mechaniznie, twardo, betonowo i głośno. Praktycznie jest to heavy metal. Ale tak jak rozumiał to autor tego określenia William S. Burroughs, nic z ych rzeczy które nasuwją się na myśl na słowo metal.

– Jak określiłbyś miejsce Jude?

  • Jest to miejsce, do którego trafiaja wszyscy, gotowi na naszą muzykę, skłonni by ją odbierać i nie bać się jej. My nie ograniczamy się tylko do zamkniętego kręgu publiczności punx, czy fanów ciężkiej industrialnej muzyki. Myślę, że wszelkie tego typu ograniczenia nie miały by jakiegokolwiek sensu. Wychodzimy z założenia, że w muzyce nie może być żadnego tabu. Dlatego w naszym graniu, naszej estetyce nie ma granic. Jedyną granicę trzeba określić i systematycznie niszczyć. Być może jest to granica wyporności ludzkiego słuchu. Dalej podążać do przodu w poszukiwaniu jeszcze bardziej maksymalnego wyrazu dla tego co chcemy wyrażać dźwiękiem.

– Jak opiszesz show, który stanowi ważny element wizerunku Jude?

  • Nie wiem, czy nasz performance jest najważniejszy. Mamy jeszcze dużo do powiedzenia w drukach i wywiadach, video. Jeśli chodzi o opisanie show, to myślę, że należy to do ciebie. Ja jestem jednym z jego uczestników. Koncert tworzy i zespół i publiczność. Czasem wygląda to jak banda freaków na scenie wrzeszcząca do drugiej bandy freaków przed sceną. Oczywiście mamy też projekcje cały ten przekaz emitowany z ekranów. Do każdego kawałka jest inny spot video, który koresponduje z tym, co jest w tekście, z tym, co ma wyrazić kawałek. Pojawiają się tam bardzo różne rzeczy. Dosyć dużą popularność zyskały nasze obrazy obozów koncentracyjnych. Nie jest to jedyny wyraz tego przekazu, pokazujemy mnóstwo innych reczy. My staramy się pokazywać rzeczywistość, rzeczy, które mają miejsce naprawdę. Nie ma tam jakiejś kreacji. Nie ma tam wirtualnych obrazków. Staramy się być wierni formule, że pokazujemy tę rzeczywistość, komplikujemy ją. To jest nasz udział w rzeczywistości. My eksponujemy obrazy i pokazujemy też, kim my jesteśmy  w tej rzeczywistości i w tym kontekście.
  • Co z muzycznymi inspiracjami ?
  • To jest cała masa różnych rzeczy, całe spektrum ekstremalnej i gwałtownej muzyki. Od RORSCHACH do KILLING JOKE przez GODFLESH i BIG BLACK itd. Słuchamy dużo bruitystycznych rzeczy typu VIVENZA, ESPLENDOR GEOMETRICO czy muzyki DEATH IN JUNE albo NON, wciąż wracamy do SWANS, niemożliwe aby zawrzeć to w kilku zdaniach.

– Inspiracje?

  • Inspiracje są zewsząd, nie tylko nie tylko z tego, co obejrzę, czy przeczytam. Inspiracje są przede wszystkim z namacalnej rzeczywistości, która jest wokół. Inspiracje są z ulicy, tramwaju, z tego co odbieramy dzień w dzień. Istnieją współzależności między stopniem zbrutalizowania, znegatywizowania tego wszystkiego, i tym co my przedstawiamy. To jest odpowiedzią,  radykalną formą odbicia, retorsji, splunięcia.

 – Co w takim razie z ucieczką od rzeczywistości?

  • Nie ma czegoś takiego. Gardzę taka odpowiedzią. W tym co robimy nie ma miejsca, na coś takiego jak ucieczka od rzeczywistości.

– I nigdy nie inspirowaliście się narkotykami, czy alkoholem w tym, co robicie?

  • Narkotyki nie mają wpływu na to, co robimy. Wręcz zamazywałyby i osłabiałyby naszą rzecz. Z narkotykami w JUDE jest negatywnie.

– Mówiłeś wcześniej o punkowym życiu, które wiąże się z narkotykami.

  • Dla mnie ono nigdy nie wiązało się z narkotykami. Nie byłem nigdy straight edge, ale zawsze bardzo sympatyzowałem z tymi ludżmi, znałem te wszystkie załogi se w Polsce. Byli to moi kumple. Mimo że nigdy nie byłem spod znaku XXX, mam jednak bardzo negatywny stosunek do narkotyków. Przede wszystkim  do miękkich narkotyków. Uważam, że marihuana, haszysz i różne psychodeliki robią z ludzi gówno. Robią z nich plastelinę, która jest uległa i obojętna na wszystkiego wokół. Generalnie są przeszkodą i ostatecznym grobem dla wszelkiego ekstremizmu i radykalizmu. Jest to taka auto anestezja w stosunku do tego, co się dzieje wokół. To bardzo tanie rozwiązanie. Nigdy nie byłem użytkownikiem. Nigdy nie miałem problemu z uzależnieniami. Znam większość z nich ale nigdy nie stanowiły treści mojego życia. Jeśli działo się tak z ludźmi wokół, zawsze przeciwstawiałem się temu. Uważam, że narkotyki zawsze były wielkim gównem a aktualnie robią naprawdę wiele szkody, zwłaszcza te miękkie. Aktualnie w Polsce pieprzona drug culture triumfuje. Jest to omamianie i ogłupianie i wykorzystywanie ludzi, którzy sami robią z siebie szajs.

– Jeden z moich znajomych powiedział kiedyś, że gdyby spotkać was w ciemnej ulicy można się nieżle przestraszyć. Czarne mundury, ciężkie buty, dziary, kolce. O co chodzi z tym image?

  • To jest dla mnie punkowy image. Może dla tych którzy myślą że punks to tylko jakieś kolorowe pacynki z irokami, wyglądamy za totalitarnie, mam to gdzieś. Nie nosimy mundurów. Nosimy militarne stroje polowe, robocze. Ubieramy się w wygodne i wytrzymałe ubrania. Na te wszystkie miejsca, w które chodzimy i które zasiedlamy,  ten strój jest najlepszy. Trwały, wygodny, wytrzymały i mocny. Jeśli chodzi o tatuaże i kolczyki, one po prostu są.

– Masz dziarę JUDE?

  • Nie. Nie mam tatuażu JUDE. Może sobie wytatuuje. Jeśli to zrobię, to w bardzo wyraźnym miejscu. Nie wiem, czy na czole, ale… Kiedyś mazaliśmy się flamastrami. Był taki szyk, żeby pomazać pijanego punkowca, który leżał gdzieś w kącie. Trzy szóstki, czy też odwrócony krzyż między oczami. Napis AIDS, tego typu rzeczy. Ja zawsze wolałem mieć kontrolę nad tym, co mam na sobie i wszystkie te rzeczy mają jakiś sens.

– Z którego tatuażu jesteś najbardziej dumny?

  • Cieszę się ze wszystkiego, co mam na sobie.
  • Kto gra aktualnie w JUDE?
  • Od kilku lat mamy niezmieniony skład, który tworzą: Jacek (gitara), Łukasz (bass), Konrad (perkusja metalowa), Szymon (perkusja) i Anna (sampler). Ja robię wokal.

– Czy uważasz, że przeciętnego Polaka-Katolika jesteście w stanie zaszokować?

  • To nie nasz problem.

– Jaki masz stosunek do przeciętnego Polaka-Katolika?

  • Ponoć stanowią oni absolutną większość. Nas, być może też można by tak nazwać. Statystyki- każdego, kto został ochrzczony wpisują w ten krajowy inwentarz. To jakieś trzeciorzędne sprawy, dla mnie ważniejsze wydaje się to, że właśnie katolicyzm ma bardzo wielki udział w tym, że życie w Polsce jest gówniane. To miejsce jest zmutowane, jest chore. Jesteśmy w kraju, który przechodzi bardzo poważne transformacje, jeśli chodzi o obyczajowość, religijność, kulturę. Zauważalne jest że stereotyp Polaka- Katolika jest kolosem na glinianych nogach. Tak jak niegdysiejszy system Związku Radzieckiego. Widać jak płytka i powierzchowna jest duchowość przeciętnego Polaka. System rodziny polskiej, katolicyzmu sprzężonego z narodowością puchnie na naszych oczach, kruszy się. Przetrwa w pewnych formach jeszcze bardzo długo. Może jest to wartościowy model, jednak mnie jako człowiekowi, który mieszkał całe życie w wielkomiejskim ośrodku ten stereotyp eksponował same  negatywne strony, próbował godzić we mnie. Tak więc trudno mi jest nie patrzeć z satysfakcją na tę destrukcję.

– Czy również walczycie z religią?

  • Nie walczymy z religią. Mogę otwarcie powiedzieć, że żaden z nas nie jest pozytywnie nastawiony do chrześcijańskich ideałów. Raczej odrzucamy je z punktu, który jest pokrewny dziewiętnastowiecznym nihilistom, lub filozofom, którzy głosili śmierć Boga jak na przykład Nietzsche. Oni także są inspiracją, ale nie pierwszorzędną.

– Jak w takim razie zapatrujesz na media, które w jakiś sposób kształtują naszą rzeczywistość? Czy próbujecie je prostować?

  • Nie powiedziałbym, że próbujemy cokolwiek prostować, że dajemy jakieś świadectwo prawdzie. Jak wiadomo odnalezienie się w dzisiejszej rzeczywistości, w świecie, który atakuje nas bilionami komunikatów, gdzie każdy walczy, aby dostać się do umysłów innych  ze swoją kwestią, ze swoją ideologią, jest niemal niemożliwe. Szczególnie w przypadku medialnych komunikatów. Nie chcę powiedzieć przez to że prawdy nie ma. W dzisiejszym post modernistycznym świecie (piękne określenie ha) mówi się, że prawda jest nie do uchwycenia, że istnieją pewne mechanizmy, które różnicują jej interpretacje etc etc. Dla mnie to jest bullshit. Istnieje prawda, chociażby ta którą widzimy w najbliższym otoczeniu. Na ulicy i w domu, w środku głowy wreszcie. Myślę, że jest to oparcie. Są ludzie, którym się zdaje, że świat jest w absolutnym mętliku i nie ma już w niczym żadnego pewności. Kontrola, którą bardzo łatwo zagubić przez użycie różnych substancji jest bardzo ważna. Trzeba opanowywać własną świadomość i rzeczywistość, w której się żyje. To jest nieodzowne, by podążać do przodu w tym całym gównie.

– Sam jednak korzystasz z mediów. Wydajesz PLUS ULTRA.

  • Nie korzystam z mediów. Kreuję własne media. To jest lepsze niż bycie gąbką, którą miałyby nasączać różne media. Raczej być, wtrącać się w ten cały obieg ze swoim własnym przekazem. To jest najlepsza odpowiedź. Dzisiejsze media i technologia pozwalają każdemu człowiekowi, który ma coś do powiedzenia trafić do innych.

– Czy PLUS ULTRA jest magazynem komercyjnym?

  • Nie sądzę. Ani z powodu odbioru, ani z powodu założeń. Nie jestem specjalistą w tego typu interesach. Nie ma w tym żadnej kalkulacji. Nie dostaję płyt promocyjnych z firm płytowych nie piszę skorumpowanuch recenzji, nie promuję szajsu za który mi płacą. Nie pompuję w ludzi jakichś jednosezonowych miernot. Piszę o tym co uwielbiam i nie patrzę zbytnio na to czy może to chwycić i czy zwrócą się poniesione koszty. Oczywiście staram się trafić do jak największej ilości osób. Ale to raczej sprawa organizacji a nie poetyki. Jest to produkt, który musi być sprzedany. Tak jak proszek do prania, czy mydło. W pewien sposób mechanizmy komercyjne są mu nieobce. Jeśli chodzi o treść staram się, żeby wartościowa i niosła coś do ludzi, którzy na to trafią.

– Jesteś mocno zaangażowany w to, co robisz. Czy myślisz, że jeszcze długo będziesz ciągnął to, co robisz?

  • Myślę, że jestem takim white trash, któremu nie pozostało nic więcej.

– Czy widzisz siebie w roli ojca, męża, który rano idzie do pracy?

  • Nie widzę siebie w takim kontekście. Nie mam nic przeciw wstawaniu rano, ale nie po to aby iść do pracy. Patrzę na swoja przyszłość i staram się wpływać na to, jak to będzie wyglądało. Jestem przeciwny prokreacji, pomnażaniu nowych jednostek ludzkich, aby w tym globalnym tyglu zderzały się ze sobą. Wytwarzały nowe jednostki energie, współzależności, kontynuowały ten absurd. Nie odpowiada mi to.

– Co z Wiktorem juniorem, któremu przekazałbyś swoją wiedzę i poglądy?

  • Jeśli mówisz o rozpowszechnianiu mojego materiału genetycznego. Odrzucam to.  Nie mogę podjąć takiej odpowiedzialności. Nie widzę się w tej roli.

– Jak to jest? Nie boisz się oddziaływać na masy, a boisz się zająć jednostką?

  • Tu nie chodzi o obawy. Chodzi o mój wybór. Mam inne po prostu inne cele.

– Wróćmy do punkowego życia. Opowiedz jak broniliście swojego status quo? Łódż jest znana z tego, że łysym nie przepuszcza.

  • Było tych akcji z łysymi bardzo wiele. Nie chcę o tym jakoś dokładnie opowiadać. Mógłby to być dowód na piśmie. Najczęściej przybierało to formę akcji bezpośredniej typu rozjebanie lokalu NOP na przykład. Punkowy terror był skierowany przeciw naziolom. Bez półśrodków. Nie mogliśmy sobie pozwolić na sytuację, żeby jacyś ludzie tego typu mogli sobie “rządzić”, nadawać ton temu miastu. Mój stosunek jest radykalnie negatywny. Nie wdając się w konflikty ideologiczne (bo myślę, że rasizm, faszyzm i nazizm są pod koniec dwudziestego wieku żałosnym pomysłem, te teorie są ślepe na całą rzeczywistość tego świata) osobisty stosunek brzmi: search and destroy. Znaleźć i zniszczyć. To walka o byt. Dla zewnętrznego i wewnętrznego spokoju.

– Czy zdarzyła ci się dla wyższych celów kolaboracja z nimi?

  • Nie. Jaka kolaboracja ? No way. W Łodzi tego typu kompromisów nigdy nie było.

– Kto w takim razie wygrał?

– W pewnym momencie, w środku lat dziewięćdziesiątych oni mieli chęć “oczyszczenia miasta” Skończyło się to dla nich bardzo smutno. Tak więc wydaje mi się absolutnym naszym zwycięstwem, że do niczego takiego nie doszło. Powinny im wystarczyć śmieszne partyjki i kanapowe ugrupowania. To oni muszą gnieżdzić się na swoich gównianych osiedlach. Nie stanowią tutaj żadnej siły, tak jak bywa to gdzieś w małych miejscowościach. Tam potrafią przyjść i pobić ludzi, którzy organizują jakiś koncert, czy niezależną pikietę. Tutaj nie mają szans.

– Co w takim razie sądzisz o przemocy?

  • Wiele ludzi pielęgnuje swoje wyobrażenie o JUDE, jako o zespole, który eksponuje przemoc. Głównie przez to, co pokazujemy. Jednak chciałbym, aby zachowane były odpowiednie proporcje. Nie jest to jedyna oś naszej prezentacji. Nie jest to jedyny temat, który analizujemy i prezentujemy. Były głosy, że gloryfikujemy przemoc. Tak nie jest. Jeśli chodzi o mój stosunek do przemocy- to smutne, ale nasza rzeczywistość zmusza cię aby ją stosować. Nie wybierasz tych sytuacji. Albo my, albo oni. Nie można sobie pozwolić na sytuację, w której oni mieliby stanowić o nas. Gardzę jednak przemocą. Deprawuje ludzi, którzy ją stosują. Tak jak deprawuje władza.

– Władza to polityka jak oceniasz politykę i ruchy na tym tle?

  • Polityka jest aktualnie martwa. Jest kolejną formą ludzkiej działalności, które można zupełnie pominąć. W Polsce jeszcze dużo czasu upłynie aż dojdzie się do sytuacji, że polityka nie będzie miała wpływ na  rzeczywistość. Obecnie wszędzie największy wpływ ma ekonomia, mechanizmy rynkowe jak kumulacja i przepływ kapitału. Polityka stała się sztuką dla sztuki i nikt się nie łudzi że określenia jak prawica czy lewica cokolwiek jeszcze znaczą.  Politycy są klasą, która działa sama dla siebie.

– Pieniądze?

  • Pieniądz jest dobry, o ile trafia do mojej kieszeni.

– Jak to połączyć z ideałami życia punkowego?

  • W sumie wszyscy posługujemy się tymi samymi jednostkami płatniczymi. Dlatego hipokryzją byłoby mówienie, że ktoś nie ma  nic wspólnego z pieniędzmi, jest czystym punkiem itd.

– Jak określiłbyś dokonania Jude?

  • Zupełnie niewystarczające. Nie oddające całego naszego potencjału. Powód jest bardzo prozaiczny, brak pieniędzy. Nie możemy zrobić nagrań -nie możemy wydać płyt. Jesteśmy dość biednym zespołem. Byliśmy dotychczas dwa razy w studiu i zawsze było to efektem pewnych układów. Nie tracimy jednak energii i posuwamy się do przodu. Jest w nas totalne przekonanie i dedykacja. Każdy inny zespół przy takich osiągach dawno rozpadłby się. My nie.

– Co z polski rynkiem niezależnym?

  • Nie nazwałbym tego rynkiem. Scena hardcore-punk istnieje, działają manufaktury i dystrybucje punkowe. Są koncerty i trasy. Scena funkcjonuje, mimo że dotykają ją różne bolączki normalnego rynku muzycznego, który osiągnął prawie samo dno. Ludzie głupieją z dnia na dzień, nie czytają nic. Nie kupują płyt, nie interesują się jakąkolwiek kulturą. Poziom rozrywki i kultury w PL jest obecnie denny.

– Czy sądzisz, że młodzież zapatrzona w Vivę jest w stanie zainteresować się waszą twórczością?

  • Tego nie wiem i w żaden sposób nie próbuję przewidywać. Staram się, aby nasz przekaz trafiał do różnych ludzi. My nie targetujemy swojej publiczności. Robimy to i nie kalkulujemy. Nie przeliczamy, co ma trafić do kogo. JUDE trafia do różnych ludzi.

– Plany?

– Robić to samo, co robimy. Mocniej i bardziej efektywnie. Projektować i realizować nowe rzeczy. Grać koncerty. Rozwijać się. Osiągać maksymalny wymiar ekspresji, tego konglomeratu słów, dżwięków, obrazów, hałasu i krzyku. Osiągnąć jak najbardziej mocny efekt.

-Ostatnie słowa.

-W tym momencie nic wiecej. Kontakt z nami jest na naszych stronach: http://www.geocities.com/plusultra1999 i http://www.republika.pl/judemusic

Dzięki za interview, Maciek