Wywiad PATOGEN (2020r.)

Pytania: Jakub L. Skowroński


W WYWIADZIE DLA NOISE MAG. (NR.5(16) Z 2017), PYTANY CZY WARTO/CZY MA SENS  WSPÓŁCZEŚNIE TWORZYĆ W OBRĘBIE INDUSTRIALU, ODPOWIEDZIAŁEŚ TWIERDZĄCO. JAKIE FORMY POWINNIEN PRZYBRAĆ, GDY AKTUALNIE WIELE Z PIERWOTNYCH ELEMENTÓW, SKŁADOWYCH KULTURY INDUSTRIALNEJ ZOSTAŁO WCHŁONIĘTE PRZEZ GŁÓWNY NURT. RÓWNIEŻ W REPORTAŻU Z INDUSTRIALOOOZY POWIEDZIAŁEŚ, ŻE INDUSTRIAL TO PUNK LAT 90′ (WYDAJE SIĘ TO BYĆ JAK NAJBARDZIEJ PRAWDZIWE BIORĄC POD UWAGĘ ZESPÓŁ JUDE).
Nie ma uniwersalnych recept. Nie mogę powiedzieć jakie formy winien obrać nurt industrialny w dzisiejszych czasach. Każdy decyduje dla siebie. W swoich osobistych projektach jak i z Jude próbuję obrać jakąś metodologię. Bez precyzowania, jakąś metodę która trzyma się pryncypiów jak i umiejętnie próbuje manewrować we współczesnym krajobrazie kulturowym. Oczywiście że kultura industrialna, a szczególnie jej najcenniejsze objawy z pionierskich lat, wciąż niosą inspirację i mają napędzający potencjał.
Stare zdanie z wywiadu podczas festiwalu Industrialooza w Warszawie, to takie hasło-klucz dla potrzeb krótkiej medialnej eksplikacji. To, że industrial jest jakąś konsekwencją punk jest jasne. Zarówno jeśli chodzi o personalne ewolucje, jak także o filozoficzne  oraz estetyczne. Dziś, kiedy od tych początków minęło sporo lat, wszystko wygląda na bardziej powikłane. Samo słowo, a także jego konotacje uległy kompletnej dewaluacji.  Tak jak punk, umowne określenie industrial znaczy dzisiaj wiele, czasami zupełnie sobie przeciwnych rzeczy. Jest używane aby podnieść potencjał komercyjny produktu, zarobić trochę pieniędzy i mieć intrygującą metryczkę. Hasłem industrial posługują sie nim ludzie którzy nie maja pojęcia o realnym indus. Gdyby skonfrontować ich z estetyką czy ideami pierwotnego old-schoolowego industrialu, złapaliby się za głowę i uciekliby w panice. Inni z nich założyliby grupę protestacyjną na fb albo od razu zrobiliby jakiś netowy szitsztorm.   

NIE ODŻEGNUJECIE SIĘ OD TERMINU INDUSTRIAL.
Zawsze podkreślam tę umowność. W kakofonii głosów, równoważności różnych uzurpacji  trudno kurczowo trzymać się jakichś etykiet. Industrial, kultura industrialna, to coś, z czym jesteśmy związani i nie będziemy teraz udawać że nie, bo tylu idiotów przykleja sobie dziś tę etykietę. Rzeczywistość jest oczywiście bardziej złożona. Industrial to już kilkudziesięcioletnia historia idei, muzyki, hałasu, obrazów, wizerunków itd itd. Rzecz ma dziś spora przeszłość, zawiera sie w niej bogactwo inspiracji, wyboru oraz nade wszystko zawiera się w niej postulat szczerego oglądu rzeczywistości bez ideologicznych klisz, mdłych, utopijnych nadziei. Zważywszy na to, co dzieje się teraz na świecie, rzecz ma też dużą przyszłość…  

Mimo napływu ludzi “znikąd”, skażonych dominującym w przestrzeni kulturowej, zestawem mainstreamowych niemądrych przesądów, postępowych zabobonów, industrial nie stał się dotąd politycznie poprawnym skarykaturowaniem…

NA PRZESTRZENI OSTATNICH LAT ZESPÓŁ JUDE JEST BARDZIEJ AKTYWNY W ZAKRESIE KONCERTÓWJAK I WYDAWANIA ALBUMÓW (TAKŻE REEDYCJE). TEN WZMOŻONY CYKL PRZEKŁADA SIĘ NA ZAINTERESOWANIE LUDZI INDUSTRIALEM, CZY ZESPOŁEM WEDŁUG CIEBIE.
U nas jest to tylko efekt kilku udogodnień komunikacyjnych, tego że udało nam się ustabilizować skład i nabyliśmy kilka urządzeń, które są nam pomocne w tworzeniu muzyki. Stało się to także dlatego, że zaczęło nas być stać na wejście do studia. Ostatni hype na industrial (który to już z kolei?), nie ma z nami nic wspólnego, gdyż dotyczy on raczej ludzi, którzy i tak nie pojmują o co w tym wszystkim chodzi. Termin jest zajeżdżany przez różnych ignorantów, nic nie powstrzyma ich przez rozprzestrzenianiem bulszitu. Nigdy nie było nam pod drodze z tymi trendy ludźmi… Oczywiście po wyczerpaniu sie wszystkich mód, chwilowych super nowości, gównianych kolorowych syfów ostatnich lat, industrial ostał się jako jedyna intrygująca, niezbadana i wciąż żywa tkanka. Cała ta rozrywkowa, pseudo industrialna trywializacja prześlizgnie się po temacie i za pewien czas nie zostanie po niej wiele. Będziemy i tak robić swoje

JAK WYGLĄDAŁ ODBIÓR KONCERTÓW W DREŹNIE (BOYD RICE/NON, JUDE), CZY W PRADZE (SAVAGE REPUBLIC, JUDE).
Zupełnie różne miejsca, zupełnie różne koncerty. Wiadomo jak wygląda niewdzięczna rola supportu. W Dreźnie publika była wyraźnie nastawiona na koncert Boyda Rice. Ludzie zjechali z połowy Niemiec, całej północnej Europy specjalnie na niego. Z racji wielu bzdur, NON nie mógł wystąpić gdzie indziej, a i ten koncert był półlegalny. Zakaz robienia zdjęć, zero promocji itd. Oczywiście super doświadczenie, ale niekompletny efekt. Cały set nagłośnienia był zrobiony pod minimalistyczny show NON. Oczywiście robiliśmy co trzeba. Niektórzy uznali że jesteśmy jakimś black metalem, inni mówili, że brzmieliśmy jak Sepultura.  Trochę się podśmiewałem z tych umundurowanych, “kultowych” ludzi, narzekających że gramy zbyt elektrycznie, gitarowo. Gdy my robiliśmy czysty hałas, loopowaliśmy taśmy, rozwalaliśmy miesięcznie serie metalowych beczek i wychowywaliśmy się na dobrej muzyce,  oni jeszcze trzęśli włosami przy jakimś brzęczącym blackmetalu…  albo nie było ich jeszcze w planach…  Metal… oczywiście lubię grind, death metal, czy wiele innych, pojedynczych rzeczy określanych jako metal. Nigdy nie miałem jednak sentymentu do “demonicznych” straszydeł i zawsze nienawidziłem też długowłosego naziolstwa z pomalowanymi gębami…  Koncert w Pradze był lepszy, mocniejszy, precyzyjniejszy. Mniejszy klub, większe brzmienie, mogliśmy lepiej dognieść. Czechy to jedyne miejsce (poza naszym terenem), gdzie z Jude zagraliśmy najwięcej koncertów. Nasza nazwa nie wywołuje tam tak wielkiego stresu, jak w Niemczech i gdzie indziej… Wszystkie koncerty Jude i swoje własne sety w Czechach i Pradze wspominam bardzo dobrze.

POZA SPLITEM Z DYSMORFOBOBIĄ WYDANYM NA 10”, WYDAWNICTWA JUDE TO KASETY, PŁYTY CD, ORAZ PAPIER (TWORZONY OSOBNĄ LUB KOLEKTYWNIE), ORAZ KSIĄŻKA E.GAUST ” CZATA “. PLANUJECIE WYDAĆ WIECEJ W FORMACIE VINYL , ALBO DVD (ZAPISY KONCERTÓW ITP)
Deal z warszawską grupą Dysmorfofobia to już dawna historia. Propozycja wyszła od nich, wzięli na siebie sfinansowanie całości przedsięwzięcia. U nas podstawowym problemem było i jest wiadomo co. Naszych świadectw byłoby więcej, gdyby wówczas ktoś chciał z nami współpracować. To trochę dziś nieprawdopodobne, ale ludzie się nas po prostu bali. Aktualnie chcemy oczywiście wydać większość płyt na winylu. Wydanie winyla przez długi czas było poza zasięgiem naszych finansowych możliwości. Oczywiście zawsze mieliśmy zamiar wydawać pełen zakres formatów. Sfinansowaliśmy zmasterowanie materiałów dla potrzeb wydania winyli ale nieporozumienia z wydawcą złożyły się na dotychczasowe nieistnienie edycji Stat czy Pigment. Gdy uda sie wyprostować te sprawy, oczywiście pojawią się płyty.

AKTUALNIE SKŁAD KONCERTOWYJUDE TO 4 OSOBY, CZY ROZWAŻAŁEŚ PONOWNE  ROZSZERZENIE TEJ FORMY?
Skład Jude fluktuował, na zgromadzonym metalu graliśmy wszyscy. Nigdy nie zamykaliśmy sie w jednej formie. Raz graliśmy koncerty elektryczne, innym razem bez gitar, używając jedynie taśm i elektroniki. Niekiedy stuprocentowo improwizowaliśmy, kiedy indziej nadawaliśmy zwarte sety numerów. Oczywiście chcemy używać zestawu metalowego live, bo jeśli chodzi o nagrania stosujemy go. Gdy przysłuchasz sie bliżej, blachy są słyszalne. Gramy na metalu i na pewno jeszcze to zobaczysz.

NOWY ALBUM, O KTÓRYM MI MÓWIŁEŚ PODCZAS NASZEJ ROZMOWY, NAD KTÓRYM PRACUJECIEBĘDZIE WYDANY PONOWNIE W REQUIEM REC.? SŁUCHAJĄC POPRZEDNIEGO  ALBUMU PIGMENT, MOŻNA USŁYSZEĆ WALTORNIĘ(?). NADCHODZĄCE WYDAWNICTWO RÓWNIEŻ BĘDZIE ZAWIERAĆ KOLEJNY INSTRUMENT?
Kto będzie wydawcą, okaże się zupełnie niedługo. Właśnie kończymy produkcję nowej płyty Broken Pillar. Muzykę produkuje w tym momencie Marcin Kowalski.  Liczę że będzie to kolejny krok do przodu. Jesteśmy wszyscy zadowoleni z tych kawałków. Pracowaliśmy dokładnie nad całością, nic nie powstawało tu przypadkowo. Zawsze używamy wszelkich dostępnych środków. Non stop rejestrujemy i samplujemy dźwięki z otoczenia, mediów, wynajdujemy i transformujemy głosy, odgłosy: szumy, zlepy i ciągi. Miron Białoszewski mówiąc o słowach, antycypował w tym tytule codzienną praktykę każdego artysty industrialnego / eksperymentalnego XX i XXI wieku.
Nie mam waltorni, używam zarówno plastikowych wuwuzeli, rogów myśliwskich, kolejowych trąb sygnałowych a także elektrycznych syren alarmowych. Dodaję efekty, przetwarzam. Używam instrumentów dętych w Jude i gram także indywidualne sety. Z takim zestawem zagrałem wiele razy w Dom, jakiś czas temu w Krakowie w Warsztacie na wieczorze Jaśka Hermana z wSzaniec. Uwielbiam wycie syren…

SAM PROCES TWORZENIA W ZESPOLE JUDE, ZAŁOŻENIA I EFEKTY. MÓGŁBYŚ JE PRZYBLIŻYĆ?
Muzyka powstaje w różny sposób, czasem pracujemy jak zwykły zespół z gitarami – “dżemujemy”, improwizujemy. Kiedy indziej także improwizujemy i eksperymentujemy skupiając się na podkładach, efektach. Wszystko powstaje organicznie, nawet kiedy posiłkujemy się elektroniką czy używamy syntetycznych brzmień. Robimy hałas i dawkujemy hałas. Głównym motorem jest Jacek Walczak, potem pomysły kawałków opracowujemy razem. Aranżujemy, dopracowujemy dokładnie każdy fragment. Efekt jest skutkiem zespołowej roboty, trwającej godziny a czasem i dni. Wiemy na ile nas stać i jak pracować z dźwiękiem. Moi koledzy wciąż doskonalą swoje kompetencje. Praca w studio jest oczywiście zupełnie odległa naszemu, niemal stuprocentowemu “zrób to sam”. Nie jesteśmy nowicjuszami ale nigdy nie spędziliśmy w studio długich dni. Nie było nas na to stać, staraliśmy sie być szybcy i zdyscyplinowani. Jesteśmy po prostu przygotowani i wiemy czego chcemy. Walczymy non stop, aby nie zmarnować ognia w produkcji. Efekty są różne ale myślę, że nasze płyty brzmią coraz lepiej. Każdy chociaż trochę pracujący z dźwiękiem, może powiedzieć, że technologia może dawać super pomoc, ale nieumiejętne posługiwanie się cyfrową rejestracją oraz fascynacje nowościami zniszczyły wiele muzyki…


MOŻESZ POWIEDZIEĆ O OKOLICZNOŚCIACH, IDEII POWSTANIA KSIĄŻKI CZATA?
Najbardziej dosłowne okoliczności to godziny rozmów, eksplikacji i pracy redakcyjnej. Tło instytucjonalne, to dotacja ze środków Urzędu Miasta Łodzi. Książka jest efektem mojej współpracy z Elizą Gaust. Całość powstawała w bardzo dużym pośpiechu, zabrakło wielu wątków, istotnych dla Jude i dla mnie. W planach była także kolejna pozycja. Ten projekt został zarzucony. Mimo niedostatków, Czata jest względnie sporym źródłem informacji o Jude. Dobrze że powstała, ale daje jedynie fragmentaryczny obraz całości.

ROZMAWIALIŚMY TAKŻE JAKIŚ CZAS TEMU O M. STEWART/THE POP GROUP, PRZY OKAZJI TEJ ROZMOWY POJAWIŁ SIĘ POMYSŁ ZEBRANIA CZĘŚCI TWOICH TEKSTÓW W JEDEN ZBIÓR. JAKĄ FORMĘ MIAŁOBY TO PRZYBRAĆ (W STYLU SPECTRUM COMPENDIUM?).
Dobry pomysł ale obawiam się że chyba nie mam aż tak wiele do opublikowania. Cały czas piszę o muzyce. Robię notatki o tym, czego słucham, czym żyję. Porównuję, poszukuję, słucham wielu rzeczy nie mających związku z naszą muzyką. W Zygomie i Plus Ultra znalazła się tylko część tego, co pisałem. Pełno dłuższych lub krótszych tekstów znalazło się gdzieś w innych pismach magazynach na papierze i online. Czasami była satysfakcja, doskonale dotrzeć do szerszego grona czytających, dzielić sie fascynacjami itd., czasami było ubolewanie i wkurw, że ktoś zrobił słaby layout, pomylił zdjęcia, że ktoś użył tępej autokorekty i zmienił np. Rogera Karmanika na Karmika (sic). Był wkurw na to, że jakiś jajogłowy idiota, redagując recenzję zrobił ze mnie przygłupa, który myśli, że Mińsk leży na Ukrainie. Śmiałem sie z tych obciachów, ale nienawidzę niechlujstwa.
Jakiś zbiór tekstów recenzji rozsianych w wielu miejscach – chyba powinienem jednak zacząć o tym myśleć. Nikt za mnie tego nie zrobi. Minusem jest to że nie mogę sobie pozwolić ($$$) na kogoś, kto zrobiłby redakcję. Mam mnóstwo nieopublikowanych artykułów, monografii, szkiców. Nie mam zbyt wielkiej pasji interpersonalnej, zwłaszcza z przemądrzałymi redaktorami lub wydawcami zalegającymi z honorariami…


KONTYNUUJĄC WĄTEK, CHCIAŁBYM PORUSZYĆ TEMAT A.SHERWOODA I ZARÓWNO W KONTEKŚCIE TACKHEAD JAK I JEGO KOOPERACJI Z M.IN. MINISTRY/SKINNY PUPPY. JEGO WPŁYW ZARÓWNO NA DUB/REGGAE I WSPOMNIANE ZESPOŁY JEST FAKTEM NIEPODWAŻALNYM (NP. W KSIĄŻCE O MINISTRY, A.JURGENSEN W OKRESIE NAGRYWANIA TWITCH W LONDYNIE,WSPOMINA, ŻE A.SHERWOOD UCZYŁ GO MIKSU STUDYJNEGO ITD.). NATOMIAST JAKIE TY MASZ ZDANIE ODNOŚNIE WSPÓŁPRACY A.SHERWOODA Z M.IN. E.NEUBAUTEN, ORAZ JAK I CZY JEGO DZIAŁANIA MIAŁY JAKIEŚ ZNACZENIE DLA CIEBIE I ZESPOŁU JUDE.
Super bassy, breaki, muzyczny kolaż i całą metodologie Adriana Sherwooda zastosowaną w produkcjach The Maffia, Marka Stewarta, z Tackhead, z Gary Clailem i częścią rzeczy On-U-Sound uwielbiałem zawsze, są mi znajome i bliskie od dawna. Myślę, że muzyków, realizatorów i producentów zainspirowanych przez Adriana Sherwooda można wyliczać bez liku. Podziwiam takie sposoby pracy z dźwiękiem. Kiedyś miałem okazję oglądać jego akcje podczas koncertu Tackhead z bliska – super rzecz! Był równoprawnym uczestnikiem i prawie najważniejszą osobą tej sztuki.  Sherwood oraz Gareth Jones (to on odpowiadał za brzmienie zaawansowanego Neubauten z czasów Halber Mensch) odwiedzali Łódź podczas edycji festiwali Soundedit. Spotkania z nimi, warsztaty były świetne ale utwierdzały tylko w opinii, że sam musisz wypróbować urządzeń, sam musisz wszystkiego dotknąć i samemu aktywnie pracować, aby nauczyć się miksu… W Jude raczej nie stosowaliśmy metod Adriana Sherwooda, nigdy nie kupiliśmy sobie Space-Echo Rolanda… Sam, gdy robiłem chałupnicze nagrania, podkłady czy introdukcje dla Jude na pewno marzyłem o takich osiągach…

POZOSTAJĄC W TEMACIE KSIĄŻEK, WYDAWNICTW PAPIEROWYCH, W PRZECIĄGU OSTATNICH LAT POWSTAŁO WIELE WYDAWNICTW OSCYLUJĄCYCH WOKÓŁ INDUSTRIALU. KTÓRE Z NICH WEDŁUG CIEBIE STANOWIĄ CENNE I RZETELNE ŻRÓDŁO.
Czyżby? Owszem powstały książki o samym TG czy np. autobiografia Cosey. O samym indus jako zjawisku powstało niewiele i wcale nad tym nie ubolewam. Próby zamknięcia tego w jakimś kompendium skazane są na porażkę. Rzecz żyje i trudno limitować ją w jakimś porządku.  Odbiorowi oraz robieniu muzyki powinna towarzyszyć jakaś teoretyczna historiograficzna orientacja. Przy czym nadmierny balast teoretyczny bywa czasem zabójczy dla twórczości… Uznaję jednak prymat faktografii nad rozbudowaną refleksją teoretyczną. Razi mnie bełkot oraz jałowa spekulatywność wielu tekstów wokół muzyki eksperymentalnej.
Industrial nadal jest zbyt żywym i żywiołowym nurtem, pełnym niuansów, różnorodnych estetyk, niedających się zakwalifikować, zamknąć ani uporządkować. Nie żyję przeszłością, pamiętam jednak, jak milion lat temu korzystałem z kserówek Industrial Culture Handbook – wtedy była to już pozycja historyczna.  Wydaje mi się jednak, że potem nie powstało zbyt wiele, co mogło by jej dorównywać jakością, szerokością horyzontów. Ta stara, nieco dziś zdezaktualizowana broszura nadal jest dobrą wielopłaszczyznową prezentacją artystów jako twórców, posługujących się wieloma mediami, jako świadomych kreatorów, nie odżegnujących się od wzajemnych influencji i nie wstydzących sie swoich inspiracji. Mam mieszane uczucia, co do książki Assimilate Alexandra Reeda. Jest pisana z pozycji znawcy amerykańskiego “industrialnego rocka” (nienawidzę tego określenia). Mimo dobrego naświetlenia tła, teoretycznego i estetycznego, widać wyraźnie że strona poszukująca, eksperymentalna sceny industrialnej ewidentnie jest autorowi mało znajoma. Indus, to zawsze także, a nawet przede wszystkim ta strona atonalna, noiseowa, eksperymentująca, umownie można to nazwać nazwijmy to “europejską szkołą”. Masa twórców, poza klasykami, wiekowymi tworami typu Ramleh, Whitehouse, Vivenza i rzeczami jak Club Moral czy Etat Brut, przebogaty, wielowątkowy grunt.  Gdy pod koniec lat 80. pojawiły się u nas kasety z FLA, Skinny Puppy, Ministry czy RevCo, to mnie i moim kumplom nie widziało się wcale nazywanie tego “industrialem”. Oczywiście polubiliśmy to bardzo szybko, był też Nitz, 242, Klinik, powoli, trochę później uznaliśmy że nie ma co bawić się w akademicki puryzm…  Dobrze że książki o industrial powstają, nie ma ich takiego zatrzęsienia jak o punk. Nie pojawiły się tutaj jeszcze neo “demaskatorskie”, rewizjonistyczne, modne bzdury… Jakiś czas temu znalazłem w biografii The Clash ubolewanie jakiegoś “przeaktualnego” autora, że The Clash byli tacy “chłopaccy” i nie śpiewali o pozycji kobiety w świecie…

DOBRZE ŻE WSPOMNIAŁEŚ ASSIMILATE. NATOMIAST POZYCJE KSIĄŻKOWE/ALBUMOWE JAK TEST DEPT TOTAL STATE MACHINE, MOIM ZDANIEM SĄ TO KONKRETNE POZYCJE, WYKRACZAJĄCE POZA WARSTWE DŹWIĘKOWĄ, WPISUJE SIĘ W WSPOMNIANĄ PRZEZ CIEBIE FAKTOGRAFIĘ, CO UWAŻASZ O TEJ PUBLIKACJI. ZAPYTAM O JESZCZE MÚSICA INDUSTRIAL. LA DESHUMANIZACIÓN DEL SONIDO NAPISANA PRZEZ   FERNANDO O. PAINO (MORAL ORDER, DA-SEIN), NIESTETY NAPISANA JEDENIE PO HISZPAŃSKU, CO MÓGŁBYŚ POWIEDZIEĆ O TEJ KSIĄŻCE.
La Deshumanizacion del Sonido jest dobrą książką, szeroko przybliżającą nurt. Plusem jest dość szerokie opisanie strony eksperymentalnej, apokaliptycznego folku i dark rytualnej, sceny industrialnej, czego brak w wielu innych pozycjach. Atutem jest też solidny rys źródeł kulturowych “pierwotnego” ruchu industrialnego. Pozycja zdecydowanie warta przetłumaczenia i szerszego nakładu. Co do Total State Machine – całkowita zgoda, jest to super rzecz. Nawet jeśli względnie krytycznie patrzę na część politycznych afiliacji Test Dept, to twierdze że byli genialnym projektem-maszyną idei obrazów i muzyki. Książka, przy której oprócz Test Dept, pracowali Alexei Monroe i Peter Webb jest po prostu super.

JESTEŚ TAKŻE GŁÓWNYM GŁOSEM ZESPOŁU JUDE. DZIAŁALNOŚĆ POZOSTAŁYCH OSÓB Z ZESPOŁU JEST MNIEJ ZNANA. TO ZAŁOŻENIE CZY NATURALNA KONSEKWENCJA ?
Założenie jak i konsekwencja. Mamy jakiś podział ról i to się sprawdza. Z natury jestem sceptycznie nastawiony do większości form kolektywizmu. Oczywiście moglibyśmy przed wszystkimi udawać jakąś pseudo-demokrację,  wielogłosowość itd. ale darowaliśmy sobie. Nie sądzę aby działalność reszty Jude była mniej znana. Jacek Walczak jest jednym z bardziej znanych na świecie specjalistów i praktyków Krav-Maga. Razem z naszym super perkusistą Michałem Wojewodą robię TxtEye – projekt odpowiedzialny na wszystkie produkcje video Jude i wiele innych prac wizualnych. Michał Fryc tworzy z Eweliną własny duet Vonsechsundachtzig.  Nie ma tu ludzi drugiego planu. Nigdy w Jude nie było osób przypadkowych, z jakiegoś pośpiesznego naboru. Rozumiemy się na pewnym specjalnym poziomie. Na zespół składają się wszyscy uczestnicy sprawy. Nadajemy temu wypracowany wymiar.  Najważniejsze jest rzemiosło i solidność formy. To jest przepracowane. Proporcje: słowa, muzyka i obrazy i tak dalej zmieniają się wraz z projektem, momentem, kawałkiem …

TRASA Z ZESPOŁEM KOLLAPS, TO KILKA MIASTI TYLE SAMO MIEJSC. JAK OCENIASZ KONCERTY, ODBIÓR KOLLAPS I JUDE PRZEZ PUBLICZNOŚĆ, WARUNKI I REZULTAT.
Już wcześniej organizowałem w Dom w Łodzi ich koncerty. Byliśmy bardzo zadowoleni z tej kooperacji. Doskonale sie nam współpracowało także w terenie. Gramy zupełnie inaczej, ale wspólne koncerty udały się przednio. Myślę że nie jest to opinia na wyrost.  Ci którzy zdecydowali się zobaczyć Kollaps i Jude zgodzą sie na pewno.

OPRAWA WIZUALNA TOWARZYSZĄCA KONCERTOM TO MEDIUM, KTÓRE MOGŁOBY BYĆ OSOBNYM MEDIUM. CZY DOBÓR MATERIAŁÓW DOKONANY JEST POD KĄTEM WYDARZENIA?
Dbamy o to jak o każdy fragment naszej akcji. Video jest bardzo ważne, zawsze traktowaliśmy to jako jeden z integralnych elementów Jude, nigdy jako jakieś tło czy dodatek. Początki były prymitywne: miksowanie VHSów, duże zawodne kasety, klasyczne magnetowidy. Do dziś mam wielki zbiór VHSów. Teraz w sukurs idzie technologia. Mamy nad tym większą kontrolę, laboratoryjną można rzec… Mimo wielu modyfikacji, ułatwień, nasze podejście w zasadzie się nie zmieniło. Robimy mocną, treściwą rzecz, a nie jakieś nastrojowe impresje… Skoro pytasz o materiały, kiedyś korzystaliśmy wyłącznie z materiałów dokumentalnych. Konsekwentnie trzymaliśmy się tej zasady. Teraz okazyjnie używamy także fragmentów filmów, fabuł. Mieszamy własne materiały, rejestrowane w różnych lokacjach z obrazami znalezionymi. Wszystko jest sprzężone w różny sposób z muzyką i tekstami. Krzyżuje się na wielakim poziomie syntezy, analogii czy też dosłownie z treścią tego czy innego fragmentu kawałka, programu. Nie zdajemy sie na przypadkowość, mamy w czym wybierać.

OSTATNIE PYTANIE. CZY NIE JESTEŚ ZMĘCZONY CIĄGŁYM PYTANIEM O MIASTO ŁÓDŹI POCHODZENIE NAZWY JUDE?
O Łodzi mógłbym mówić oczywiście wciąż i wciąż. Po prostu jestem tutaj, żyję wraz z miastem i jego prądami. Obserwuje, krytykuję, działam, reaguję i nazywam. Funkcjonuję w tym dysfunkcyjnym organizmie dość długo, a wiele rzeczy i tak wydaje mi się wiąż nieopisanych, niedopowiedzianych, wciąż jest wiele tabu i przekłamań w oglądzie tego miasta. Większość wypowiedzi dotyczących Łodzi jest formułowana przez pryzmat ideologicznych klisz. Kiedyś dominował jeden, zakłamany obraz, aktualnie jest to kilka modnych, powierzchownie importowanych klisz. Najłatwiej znaleźć opisy tworzone przez ludzi, którzy wolą artykuły w necie, przeideologizowane broszury niż zdrowy i odważny ogląd rzeczywistości własnymi oczami… W sumie nie dziwię się, konfrontacja z Łodzią bywa bolesna dla wrażliwych oczu, czasem bywa bolesna także inaczej… Nazwy Jude nie chce mi się oczywiście tłumaczyć bez końca, ale nawet jej brzmienie / oddziaływanie zmienia się cały czas. Można ją wciąż reinterpretować, inaczej naświetlać czy też rekontekstualizować. Jak dowiodły całkiem niedawne afery, Jude nadal wywołuje stres i niezdrowe reakcje, tak więc jest o czym mówić…