Pytania: Janusz Reichel

Janusz : Zacznijmy od pytania o nazwę zespołu. W jednym ze swoich wierszy, dotyczących maja 1968r. Cortazar napisał-nie pamiętam dokładnie cytatu, że dopóki różne instytucje dzielą ludzi i stanowią opresję dla pojedynczego człowieka dopóty ” wszyscy jesteśmy niemieckimi żydami “.” Niemieckimi żydami ” czyli tymi, którzy jako pierwsi odczuli smak nazizmu. Czy z podobnej inspiracji pochodzi nazwa grupy?
Wiktor : Nie. Nigdy nie byłem fanem Cortazara, podobnego zdania użył jeden z liderów paryskiego maja 1968 roku. Na zarzut, że pochodzi z Niemiec i próbuje wzniecać bunt w Paryżu, użył podobnej odpowiedzi. Nasz wybór nie pochodzi stamtąd. Źródła są o wiele bliższe i dosłowne- tutejsza codzienność. Miejsce skąd pochodzimy. Łódź dzisiaj. To jakie konotacje ma to czteroliterowe słowo tu i teraz. To słowo jest naładowane treściami i emocjami, naznaczone nieodwracalnie piętnem historii i dlatego wydaje mi się odpowiednie dla nas.
Janusz : …jako rodzaj prowokacji?
Wiktor : Nie, właśnie nie. Żadna z rzeczy, które pokazujemy, cytujemy nie jest prowokacją. W sumie do czego miała by być to prowokacja? Do agresji wobec nas? Do agresji wobec innych? Do buntu? Do myślenia? Wyjścia na ulicę? Prowokacja dla samej prowokacji?
Janusz : Kilka lat temu nabyłem jeden z numerów ZYGOMY. Wrażenie zrobiła na mnie strona z nalepionymi różnymi odpadkami- nawet zastanawiałem się, który egzemplarz kupić: każdy był unikalny. Czy ZYGOMA rozwija się nadal i czy ma związek z zespołem?
Wiktor : Nie nazwałbym tego rozwojem, ale ZYGOMA jeszcze nie umarła. Liczę na to, że pismo ukaże się za jakiś czas. Pewnie w trochę innej formie niż parę lat temu, pracowałem trochę nad tym. Moje preferencje muzyczne znajdują swoje odbicie w zawartości ZYGOMY i na pewno wpływają też na JUDE. Zawsze jest tak, że mają one wpływ na to co się robi.
Janusz : Czyli to głównie twoja praca?
Wiktor : Tak, prawie wszystkie artykuły piszę ja. Jest parę osób, które mi pomagają.
Janusz : Znana jest pewnie nie tylko w Łodzi seria koncertów WUNDERWAVE. Czy jeszcze będą kontynuowane?
Wiktor : Nie wiem czy WUNDERWAVE będzie jeszcze kontynuowane. Zdecydowaliśmy, że 50-ty koncert zakończy tę historię. Osoby zaangażowane w WUNDERWAVE przez te wszystkie lata zajmują się aktualnie innymi rzeczami, ale też pośrednio lub bezpośrednio związanymi z punk.
Janusz : Pamiętam, że pod koniec jednego z koncertów parę lat temu, wyszedłeś na scenę przedstawiłeś się i odciąłeś się od organizacji tegoż koncertu. Czy to był jakiś rozjazd na łódzkiej scenie?
Wiktor : Tak, rzeczywiście jak wiesz stosunki między ludźmi przynoszą różne sytuacje. Organizacja WUNDERWAVE miała swoje wzloty i upadki w tym też takie incydenty. Powiem ci, to akurat było upublicznione, ale były jeszcze lepsze rzeczy o których nie warto nawet wspominać. Z racji tego, że w inicjatywę było zaangażowanych więcej osób, ich relacje nie zawsze układały się pomyślnie. Dochodziło także do nieporozumień, czasami nawet bardzo ostrych. Dając temu projektowi nazwę WUNDERWAVE, bezpośrednio się angażując, miałem swoje plany i koncepcje, w zderzeniu z rzeczywistością i działaniem innych moje zaangażowanie ewoluowało. Odwracałem się od paru rzeczy, które niestety dotknęły tę ideę. To efekt tego, że zmieniały się czasy i warunki, my również się zmienialiśmy. Byłem w tym i mam świadomość, że było to nietuzinkowe przedsięwzięcie. Miało ono wielki wpływ na to co się działo w Łodzi przez te wszystkie lata. Nie wszystko udawało się tak jak sobie to wymarzyliśmy, ale wydaje mi się, że Lola i ja, potem także Morbid nie zrobiliśmy chujowej roboty. Na pewno.

Janusz : JUDE koncertuje. Jak postrzegasz z tej perspektywy organizatorów niezależnych imprez?
Wiktor : Nie graliśmy jeszcze tak wielu koncertów, by podsumować lub jednoznacznie oceniać ich organizatorów. Mieliśmy różne doświadczenia. W większości przypadków organizacja koncertów jest jednak lepsza niż kiedyś. Teraz patrzę z perspektywy interesów mojego zespołu, ale sam znam też dobrze punkt widzenia niezależnego organizatora. Wszyscy mają swoje racje. Wiele rzeczy rozbija się o inercję środowiska. Czasami zdarza się, że postawiony jesteś w sytuacji bez wyjścia, słyszysz tłumaczenia, warunki, koszta etc., tymczasem dobrze wiesz (zbyt długo robiłem koncerty, aby tego nie wiedzieć) że chodzi o zwykłe lenistwo i brak inicjatywy. Podstawowym problemem jest to, że ludzie którzy próbują coś robić są wciąż pozostawieni samym sobie, działają bez wsparcia załóg i nie są wciąż gospodarzami miejsc, gdzie organizują te koncerty.
Janusz : Z jakim odbiorem się spotykacie? Nie gracie przecież łatwej muzyki.
Wiktor : Zakładam, że interpretacja jest wolna- ludzie traktują to jak chcą. Wychodząc na scenę jestem gotowy na wszystko. Każdy kto wychodzi na scenę powinien być przygotowany na najbardziej negatywne odruchy, reakcje. Mam pełną świadomość, że dla większości osób, które przychodzą nas oglądać jesteśmy zwykłą rozrywką. My narzucamy swój własny rodzaj rozrywki, nasz własny sposób przekazu. Konfrontacja między nami a naszymi widzami jest znikoma. Nie narzekam na to, zauważam dużą bierność jeśłi chodzi o dialog zespoły-publiczność, to nie dotyczy tylko nas. Czasami otrzymuję listy. Cenię sobie możliwość dyskusji. Zakładając JUDE usankcjonowaliśmy wszystkie sposoby interpretacji naszego przekazu. Nie chcemy sugerować żadnych sposobów odbioru. My stwarzamy sytuację a ludzie odczytują to w swój sposób. To jest ich wybór, czy otwierają sie na to, czy mają odwagę by przyjąć jakiś rodzaj relacji z tym co im pokazujemy, czy pozostają pasywni. To co oferujemy ludziom wciąż dojrzewa. To efekt bardzo dużej selekcji, wielu dyskusji i przemyśleń. Nie mam skłonności by przyjmować sugestie z innych stron. Nie jesteśmy zespołem tak jak wiele innych, które uwzględniają uwagi z zewnątrz i nastawiając się na powodzenie u ludzi modyfikują i zmieniają swój przekaz i muzykę. Nasz rozwój/ewolucja to nasza rzecz.
Janusz : Często można spotkać wśród publiczności niezależnej postulat zniesienia barier pomiędzy słuchaczami i zespołami, tymczasem wydaje mi się, że jest to- przynajmniej w sytuacji koncertowej, w sytuacji zamkniętego spektaklu pewne zafałszowanie rzeczywistości. Jak na to patrzysz?
Wiktor : Według mnie w naszej postawie nie ma fałszu. Uważam, że mam kontakt z publicznością, to moje subiektywne odczucie. Zdaję sobie sprawę, że nasz pokaz nie umożliwia zwyczajowych zachowań nazywanych kontaktem. My zaczynamy rzecz i trwamy w tym. Nie izolujemy się od ludzi i nie negujemy ich obecności, co niejednokrotnie nam zarzucano. Po prostu jesteśmy absolutnie skoncentrowani na tym, co robimy. Poza samym występem istnieje cała gama form kontaktu, wymiany. Nie zamykamy się przed niczym.
Janusz : Pytam, gdyż wasz sposób prowadzenia spektaklu może rodzić takie komentarze: ” oni wychodzą, grają, kończą swoje i schodzą ze sceny “. Może powstać wrażenie, że ten wzajemny kontakt został przez was ograniczony…
Wiktor : Pamiętam, że podczas twojego koncertu ludzie żywo reagują na twoje teksty. My jeśli chodzi o sferę werbalną nie jesteśmy zbyt komunikatywni, a przynajmniej nie komunikatywni w powszechnie przyjęty sposób. Czynimy jednak dużo zabiegów by trafiać do celu. Jeśli ludzie nie rozumieją czy nie słyszą moich słów to odczytują jednak wiele obrazów. Ekrany są główną komunikacją. Nasze zasoby materialne są bardzo ograniczone ale nadal chcemy to rozszerzać.
Janusz : Wątek industrialny w JUDE.
Wiktor : Nie wiem jak odebrać twoje pytanie. Wątek industrialny… Tak nazywa się naszą muzykę, nie odżegnujemy się od tego, mimo całej dewaluacji tego słowa. Jako JUDE mamy z tym wiele wspólnego. Twórczość industrialną zwykło się interpretować bardzo różnorodnie. Istnieją jakieś zbieżności, pewien sposób widzenia rzeczywistości, całego świata wokół. Trudno tak wprost wypunktować te rzeczy. Mówiono, że ta muzyka to efekt fascynacji technologią, inni zauważali że jest to krzyk przerażenia dzisiejszym stanem życia. Nie będę oceniał tego typu poglądów, ale dla mnie są to brednie. Technologia jest wszechobecna. Nikt z nas nie jest przerażony takim obrotem rzeczy. Celem jest demonstracja rzeczywistości taką jaka ona jest. Przedstawiamy emocje jak: strach, nienawiść, ale patrzymy bez złudzeń na patologiczny charakter dzisiejszego życia; na chaotyczną, zmutowaną naturę końca drugiego millenium. To spojrzenie nie jest optymistyczne, ale pozbawione jest jakichkolwiek obaw, przyszłość jest teraz. Nie możesz się bać.
Janusz : Jak zauważyłem muzyka industrialna jest od dawna obecna wśród twoich zainteresowań. We wspomnianej ZYGOMIE były materiały na temat grup industrialnych np. Einsturzende Neubauten.
Wiktor : Słucham muzyki, z którą się identyfikuję, to nie jest tylko sprawa gustu, to było coś bardziej uniwersalnego, wychowałem się na punk, ale nigdy nie była to jakaś ograniczona fascynacja, bo punk, hardcore znaczył o wiele więcej. Niejednokrotnie zespoły wave, noise czy industrial były dla mnie o wiele bardziej hardcore ekstremalne, niż tuziny tych uśmiechniętych pseudopunkowych rock’n’rollowych fajansów. Zawsze starałem się dotrzeć do źródeł, wyjść poza to, że kupuję czy nagrywam sobie kasetę i słucham tylko muzyki. Interesowało mnie wszystko: teksty, ludzie, manifesty, okładki, image, ludzie z grup, ich poglądy, wszystko. Starałem się poznawać ich osobiście, żyłem tym. To ważne by odbierać to totalnie.

Janusz : Jaki jest twój stosunek do techno?
Wiktor : Techno to kolejne bardzo szerokie, pojemne i bardzo wieloznaczne określenie. Tak samo jak rock czy post rock, które nie znaczą już chyba nic.
Janusz : Zostawmy na boku techno-pop.
Wiktor : W techno interesuje mnie to wszystko, co jest konsekwencją muzyki industrial, electro, muzyki seryjnej, muzyki minimal. Rzeczy jak KRAFTWERK, DAF, CLOCK DVA, CHRIS&COSEY itd. Podoba mi się wszystko co polega na repetycyjności, zapętleniach. Bardzo energiczna i transowa muzyka, mocny beat, mocne technologiczne brzmienie. Nie lubię tego wszystkiego co funkcjonuje jako techno a jest niczym innym jak tylko kolejną wersją disco. Nie lubię też happy hardcore (kto wymyślił tę absurdalną nazwę?!), nie lubię breakbeatu, jungle. Lubię po prostu technologiczną, zmutowaną, mocną muzykę, która wywodzi się z industrialnych mechanicznych źródeł.
Janusz : Jak myślisz czy do tych form (mówisz o technologicznym brzmieniu) jest przywiązane jakieś przesłanie i operują one w pewnej określonej sferze ideologicznej, czy raczej, nie ma takich związków? Np.: w reklamie coca-coli można zobaczyć kolesi walących w beczki, podobnie jak w waszej kapeli…
Wiktor : Wszystkie te zewnętrzne rzeczy mają bardzo łatwą przyswajalność. Słyszysz elektro w reklamie opon samochodowych, słyszysz hałas, pętle, zniekształcone głosy w reklamach innych dóbr- szczególnie tych mających trafiać do ” nowej generacji “. Biznes jest dziś w stanie połknąć propozycje, których nie mógłby zupełnie przyjąć pięć lat temu. Te zmiany są związane z postępem technologii i kulturową ewolucją. Wszystkie przekształcenia zachodzące w stylu, modzie, estetyce, masowych gustach są też zwyczajnym cyklem i obiegiem nowych form w show business. To zwykła gra i nie da się uniknąć całej tej pauperyzacji. Kultura masowa otwarcie przyswaja dziś rzeczy skierowane przeciwko niej- bunt też jest dobrym produktem konsumpcyjnym.
Janusz : Porozmawiajmy zatem o sednie. Co jest takim sednem w przypadku JUDE? Czy znajduje to odzwierciedlenie w tekstach JUDE?
Wiktor : Teksty to nie jest najważniejsza rzecz w JUDE. Zazwyczaj są trudne do odczytania, nastawiam się przede wszystkim na komunikację wizualną. Czasami wydaje mi się, że to co piszę jest tak subiektywne, że nie powinno trafiać wprost. Kiedy indziej traktuję swój głos jako kolejne źródło dźwięku (różne elektroniczne urządzenia pozwalają mi zupełnie deformować jego brzmienie); używam go jako kolejnego instrumentu. Chciałbym zostawić jak największy margines interpretacyjny, bo uważam, że nasi odbiorcy są w stanie samodzielnie odbierać te rzeczy i zbędne są jakiekolwiek wyjaśnienia.
Janusz : W kontekście nagrań studyjnych przekaz wizualny staje się bardzo ograniczony, powiedzmy do okładki…
Wiktor : Być może. Do naszej kasety dołączyłem fragmenty tekstów. W miarę możliwości przede wszystkim finansowych to będzie na pewno bogatsze. Dostaliśmy propozycję stworzenia CD ROMu, gdzie oprócz naszej muzyki byłyby również obrazy. Wspólnie z człowiekiem z łódzkiej szkoły filmowej zrobiliśmy film. Przymierzamy się do kolejnego dokumentu. Nie będziemy poprzestawać na wykorzystywaniu jednego medium. Zawsze będzie to dążenie do jak najmocniejszego najbardziej szerokiego przekazu.
Janusz : Co masz na myśli, mówiąc o wykorzystywaniu mediów?
Wiktor : Wykorzystywanie wszystkich to konieczność. Medium rozszerza twoje pole działania i twoje oddziaływanie. Nie można odwracać się od możliwości dawanych przez technologie. Dyktafon, który stoi przed nami to też medium wykorzystywane do takich właśnie celów. Zauważ, parę lat temu było to dość drogie narzędzie, dziś każdy może sobie to kupić.
Janusz : Nie byłem pewny czy jest w stwierdzeniu ” wykorzystywanie mediów ” aspekt wchodzenia do mediów, którymi rządzą duże pieniądze i wielkie instytucje i wykorzstywania ich do własnych celów. A chodzi ci po prostu o to, żeby używać wszystkiego co jest dostępne do rozprzestrzeniania swoich pomysłów?
Wiktor : Traktuję to jak najbardziej szeroko. Używasz wszystkich środków, tych które masz pod ręką i tych które są w rękach innych. Jeżeli chcesz mieć kontrolę nad swoim przekazem musisz nauczyć się rezolutnie wykorzystywać to wszystko. To wymaga doświadczenia, nie możesz pozwolić im na nieograniczone trywializowanie twojej rzeczy, ale należy zdać sobie sprawę, że taki charakter mają mass media. Należy to rozgrywać w odpowiedni sposób. Produkujesz po prostu własną rzecz, w miarę możliwości robisz to w 100% samodzielnie. Opłacasz to. Potem dajesz im gotowy produkt. Mogą go odrzucić lub przyjąć, ale ty masz większą odpowiedzialność i kontrolę nad swoją twórczością.
Janusz : W jednym z wcześniejszych waszych wywiadów zwróciłem uwagę na wypowiedź, że uważnie przyglądacie się mediom. Zauważyłem też, że przy okazji, gdy była mowa o mediach dużo było mowy o agresji; agresji w świecie, w człowieku. Dlaczego? Czy dlatego, że jest ona obecna w mediach czy z jakichś szerszych przyczyn?
Wiktor : Agresja widziana w mediach i ta rzeczywista to nie to samo. Nawet ” obiektywne ” programy informacyjne kreują jakąś wizję rzeczywistości. Wszystkie mają stylistykę charakterystyczną dla tych, którzy nimi zawiadują. Przemoc, gwałt, agresja są obecne w mediach w coraz większym stopniu, jednym z czynników jest wielka efektywność komercyjna i duża efektowność wizualna tego typu obrazów. To ewidentne fałszerstwo- w rzeczywistości śmierć i gwałt nie są atrakcyjnym widowiskiem.
Janusz : Czy nie jest tak, że ludzie bardzo są ciekawi agresji a mniej skorzy są by ją stosować na codzień?
Wiktor : Ludzie znajdują dużą przyjemność w oglądaniu tego w swoich bezpiecznych fotelach w domu. W rzeczywistości wolą być jak najdalej.
Janusz : Dlaczego wasze prezentacje filmowe w czasie koncertu zawierają taki duży ładunek agresji, ” negatywnych ” obrazów?
Wiktor : Uważam, że ten ładunek nie jest wcale duży. Podstawową odpowiedzią powinno być zdanie: pokazujemy to co widzimy, to co dociera do nas najbardziej. Pokazujemy prawdziwe rzeczy, nie odwracamy się od rzeczywistości. Oczywiście nie jest to cała rzeczywistość, ale ta jej część jest bardzo obecna. Ludzie unikają takiej dosłowności, wolą oglądać widowiska z wystudiowanym elementem przemocy.
Janusz : …wiedząc, że nikt nie zginął, że jest to zmyślone…
Wiktor : Dokładnie. Gdy oglądają dokumentalne zdjęcia też żądają dystansu. Chcą wiedzieć jak daleko są one od ich miejsc zamieszkania, komentator opisuje je dokładnie, utrzymując w przekonaniu, że jest to bardzo odległe i nie ma bezpośredniego wpływu na codzienną egzystencję. Ludzie nie chcą być bezpośrednio konfrontowani z przemocą, gdy spotkają się z nią na ulicy odwracają głowy, odchodzą by oglądać ją z bezpiecznej odległości. My staramy się do języka naszego przekazu dodać właśnie tę realną część, łączymy ją z innymi obrazami. Nie pokazujemy tylko filmów o mordowaniu. Wszystkie elementy pokazu dopełniają się nawzajem.
Janusz : Zatem agresja jako jeden z elementów rzeczywistości, na który zwracacie uwagę…, inni jak powiedziałeś odwracają głowy…
Wiktor : To jest dotkliwe, naturalną reakcją jest unikanie, przyzwyczajenie (uodpornianie się). Ludzie w Europie patrzą beznamiętnie na rzezie w Kongo czy w Chinach, ale trudno przyswoić im fakt że w Jugosławii eksterminują się ” tacy sami jak my ludzie, biali i cywilizowani “.
Janusz : Pamiętam różne komentarze z czasów wybuchu tej wojny. Wielu z dziennikarzy po prostu nie mogło sobie poradzić psychicznie z tym faktem, że to gdzieś niedaleko, w cywilizowanej Europie ludzie podrzynają sobie gardła.
Wiktor : Jednak to wszystko szybko spowszedniało. Jugosławia jako temat nie był już extra. Nastąpiła normalna reakcja. Jak już wspomniałem to jest zwykła kolej rzeczy. Człowiek przywyka do największych okrucieństw. To psychiczny mechanizm.
Janusz : Jak sądzisz, czy pokazywanie- także przez wasz zespół– biedy, agresji, wykorzystywanie człowieka przez człowieka… nie przyczyni się także do spowszednienia tych problemów.
Wiktor : Nie. Uważam że nie. Nasz kontekst jest zupełnie odmienny. Sytuacja koncertu jest inna niż domowe oglądanie telewizji. Ludzie przychodzą na gig w poszukiwaniu rozrywki, by odejść od codzienności. My uniemożliwiamy to, tworzymy zupełnie inną sytuację, przenosimy jedną rzeczywistość do drugiej. Nie zgodzę się na zdanie, abyśmy przyczyniali się do jakiegokolwiek spowszedniania. Nasz performance jest inny, większość naszych montaży nie mogłaby być już pokazana w TV.
Janusz : To jest ciekawe co powiedziałeś. Rzeczywistość, która pojawia się w utworach nie jest spowszedniana, ale właśnie podkreślana…
Wiktor : Nie łudzę się, że zmieniamy ludzi, którzy przychodzą nas słuchać/oglądać. Chcę odbioru, oczekuję że nasza publiczność nie wychodzi z naszych koncertów jak ze wszystkich innych- to tylko oczekiwanie. Tworzymy to bo sami chcemy badać nasze reakcje i chcemy konfrontować się z tą wizją… My dajemy nasz własny obraz i stawiamy się w sytuacji mediów. My jesteśmy też pewnym medium a muzyka jest też formą informacji, dźwiękowej informacji.
